poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Nienawiść to gówno, które się poszerza!

  Pytacie pewnie coraz częściej co to nienawiść? Coraz częściej także ją widzicie, spotykacie, doznajecie albo sami tworzycie. Co to jest? "Jest to swoistego rodzaju obłuda, ponieważ usiłuje się wypierać nienawiść do podświadomości i nazywa się ją gniewem, wściekłością, niechęcią itp. Jednak każde wyparte uczucie musi znaleźć sobie jakieś ujście." - czytamy na stronie polki.pl. Dla mnie? Dosłowna niechęć do kogoś, czegoś i niepohamowana chęć zniszczenia kogoś/czegoś. 
  Już rano, gdy włączam komputer i wchodzę na Facebook-a, YouTube, widzę masę nienawiści. Padają najgorsze z możliwych haseł, dziennie znajduje kilka nowych, jedno bardziej twórcze od drugiego. To jakiś wyścig? Kto komu bardziej pociśnie? Jeśli idąc moim tropem, nienawiść to chęć zniszczenia kogoś lub czegoś, to podam przykład: słuchanie muzyki. Często wykonawcy mają między sobą spory i kłócą się, uważają często, że drugi nie powinien znaleźć się w ogóle na scenie. Słuchacze w takich sytuacjach decydują kto ma rację. Ale czasami aż za bardzo. Gdy ktoś wyrazi inne zdanie niż większość = może już nie wracać na tę stronę. Zostanie zmieszany z błotem, za to, że ma prawo do wolności osobistej. Jego gust, nie mieszajcie się. Jasne, często uważam inaczej, ale wiem, że ktoś wyrośnie, zmądrzeje itd.. Wierzę, że jutro będzie z nim lepiej. I tyle. Nie czepiam się go bardziej, bo to nie ma sensu.

Nienawiść niszczy także nas!

  Ludziska! Popatrzcie na tą bardzo ważną rzecz. Ktoś Ci w czymś podpadł, raz, drugi, trzeci. Agresja do tej osoby rośnie, wkurzasz się. Nie kontrolujesz tego co się z Tobą dzieje. Mówisz tej osobie co myślisz. Zwyzywasz ją. Ale to nic nie da. Jeśli nie powiesz jej tego dosadnie, ale jak to na normalnego człowieka przystało, nic nie zmienisz. Jest coś takiego co nazywam "nienawiścią kontrolowaną". Mówię komuś co mi nie leży. Coraz częściej. I także robię to w sposób ten zły, niegodny naśladowania. Jednak uczę się. Kontroluję, to co robię i myślę zanim coś powiem. Wtedy czasami wytaczam pole do dyskusji, można porozmawiać. To, że ktoś mnie zniechęca, nie znaczy, że nie mogę go w tym uświadomić i wyjść z twarzą z tej sprawy. Wygrać dyskusję, uznanie w oczach innych i przybrać inny obrót spraw. Pamiętaj! To niszczy także Ciebie. Ale ta nienawiść nie rodzi się bez powodu. Przywołaj argumenty i gdy będzie trzeba wykorzystaj po prostu. 

Nauczmy się kultury w nienawiści!

  Kultury. To dalszy ciąg tego wszystkiego. Zróbmy coś z tym! Nienawiść to negatywne emocje, w życiu tego nie unikniemy, ale żyć z tym to zwycięstwo. Nie lubię np. rządzących, ale argumentuję to. Często ktoś mnie zdenerwuje do granic możliwości, nawet najbliżsi, po wielkiej kłótni, ale wychodzę z założenia, że relaks to ujście tej zgubnej rzeki. Siadam, piszę, słucham muzyki. Robię coś co pozwala mi uciec. Przemyślę sprawę i czasami dochodzę do wniosku, że to nie było potrzebne. Widzę, że kogoś mogłem zranić, zmieniam to. Słowo przepraszam czasami nie wystarczy i trzeba wiele czasu by coś naprawić. Wierzcie mi. Jeśli raz powiesz coś w złości, potem może być ciężko coś z tym zrobić. Dlatego nauczmy się kultury w nienawiści. Sprzeczne sprawy, ale możliwe do połączenia.

Tego nie wyplenisz!

   Macie wszyscy rację. Nienawiści nie powstrzymamy na świecie. Bynajmniej dlatego, gdyż nie odpowiadamy za innych ludzi. To dlaczego piszę post? Może zmienię postawę kogoś. Z dnia na dzień widzę jednak pogłębiający się ból, cierpienie i właśnie nienawiść. Coś, co porusza dwie strony. Jest jak wirus, odwzajemnia wszystko dwa razy mocniej. Jest jedna recepta. Jeszcze nieskuteczna, ale ważna: zacznijmy od siebie! Czasami nie wytrzymasz i to zrozumiałe, ale pamiętaj. Nie zawsze warto. 

  Na koniec chciałem wstawić mały screen, który prezentuje jakość internetu, przynajmniej polskiego. To przychodzi potem do realnego życia i robi to samo.. Ogarnijcie się ludzie! Taki przekaz. Nie możesz nienawidzić, bo ktoś jest inny niż TY. Nigdy.






wtorek, 12 sierpnia 2014

Granica między snem, a rzeczywistością

  To nie jest opowiadanie. To coś więcej. Bardziej realnego. Dla mnie też smutnego. Chociaż, jak kto odbiera. Czemu przy tym płaczę, to nie wiem, ale jest to warte opisania. Dla mocy słów, które same mi płyną. Dzisiejszej nocy miałem sen. Aż zbyt rzeczywisty. Cały dzień myślałem o tym, jak to opisać. Myślę, że najlepiej po prostu, normalnie. 
  Spotkaliśmy się na Tkackiej, w moim mieście, niedaleko mojego byłego gimnazjum. Jakby to miejsce było jakieś szczególne. Podszedłem pełen radości, na czerwonym świetle. Mocny uścisk rozpędził moje wszystkie troski, dawno się tak nie cieszyłem. Sam chyba już nie potrafię. Jednak widok tak dawno nie widzianej, najbliższej mi przyjaciółki, przywrócił w końcu spokój ducha. Wiedziałem przecież, że nie żyje, ale gdy spytałem usłyszałem tylko 'kocham cię'. Wiecie, takie braterskie, warte więcej niż takie zwykłe, które wypowiadają sobie monotonnie już, próżne pary. Więc zrozumiałem. To kłamstwo. Nagle zacząłem to traktować jako nietaktowny żart z jej strony, ot co. Uwierzyłem w jej bycie. Tu i teraz, ze mną. Bez łez, smutku i ciągłej dezorientacji. Miała na ustach silnie czerwoną szminkę, prawie brunatną. Skądś mi się ten widok przypominał, jeśli taki kiedyś zaistniał. Ubrana w dżinsową kurtkę, błękitną bluzkę z lekkiego materiału i zwykłe dżinsy, w parze z Conversami. I te jej włosy. Kolor orzecha laskowego z grzywką na bok i włosami rozpuszczonymi. Rozmawialiśmy. Nie pamiętam o czym i gdzie. Potem czułem tylko piękno. Apogeum zrozumienia i maksimum szczęścia. Wiecie jak się zrywa nić? I w tym momencie ktoś zerwał moją. Nić Ariadny. 
  Budzę się. Rozczarowany. Tak jak wszystkiego nie czułem tak dawno, to rozczarowania też nie. Pierwsze trzydzieści sekund, gdy nie doszedłem jeszcze do siebie, planowałem dzisiejsze spotkanie z nią. Potem było coraz gorzej. Kolejna trzeźwa ocena sytuacji, której treść nasuwała się sama. Spotkania nie będzie. Codzienna wściekłość wróciła. Ujawnił się znowu, kumulujący się gniew, pobudzony jak wulkan przed wybuchem. Samokontrola wyczerpuje mnie coraz bardziej. Pieprzyć rozmowy, psychologów. Są rzeczy, które trzeba rozwiązać samemu. Ale są też rzeczy, którzych rozwiązać się po prostu nie da. Tym jest mój stan. Codziennie uczę się go opanować, to podobne do tresury psa. Z tym się mierzę. Jednak, jak przy HIV-ie, biorę leki. RAP, liberalne myślenie. I książki. Moje krótkotrwałe narkotyki. Jednak muszę z nimi żyć. Jestem jak alkoholik na kacu, któremu ulgę przynosi czysta. Śmieszne, nie? Cały dzień o tym myślałem. I myślę, że ten sen nie był przypadkiem. Był czymś więcej. Czymś, z czym muszę się podzielić, dlatego piszę. 
  Jest wieczór, 21:30. Za parę dni to przeczytacie. Dlatego przekazuje wam to wszystko co głowa przetrawiła przez ostatnie 24h. Tak jakbym chciał, by świat bez tej wiedzy się nie zgubił. Teoretyczna strona życia opiera się na wiedzy o śmierci. Uważamy, że śmierć to naturalne. Jednak boję się jej. Kurwa mać, mnie boli niemiłosiernie. Wiecie, co jest najgorsze po śmiertelnej utracie przyjaciela? To, że przez kolejne tysiące dni, musisz już żyć bez niego. Bez ani jednego spotkania. A najgorsza ta niepewność, czy po mojej śmierci się spotkamy. A ten Bóg, w którego tak wszyscy wierzą, jeśli istnieje, nie pomaga. I jak ja mam ufać? Ufać religii? "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli." Chamstwo. On przynajmniej wie, że kiedyś zwycięży, ale mi każe żyć w niepewności, czy ujrzę najbliższych? Pieprzę taki układ. Ja mam odpowiadać za czyiś grzech, wraz z innymi przez wieki? Dziękuję, pocierpię już bez tej świadomości. Wierzę w siebie. Wierzę w tą niepewność, wierzę w moje szczere chęci i to, że zdarzy się cud, spotkamy się tam naprawdę.
  Na koniec dodam jedno. Ludzkie życie, coraz bardziej odkrywane, staje się też coraz bardziej kruche. Jednak, póki żyjemy jesteśmy silni. Przestańcie myśleć płytko, spełniajcie swoje marzenia, czas płynie szybciej, ale lepiej się utrwala. I wzmacnia nas. Tak, by umierając w tej wierze i niepewności, wiedzieć, że zrobiliśmy wszystko i wykorzystaliśmy w pełni ten czas. Niepewność i śmierć, wzmacnia się, jak odkrycie życia, jednak to synonim nadziei, z którą zamykam ten zeszyt i idę w błogi sen, może znowu tam wrócę. Może bardziej namacalnie. Może bardziej realnie. Objawienie? Chociaż tyle. 

"Jak pierwszy pogrzeb świadomość otwiera nam drogi, chcemy żyć dobrze, nikt nie miał w planach odchodzić"
 

sobota, 2 sierpnia 2014

Powstanie Warszawskie zaczęło dzielić.

  Zapewne już w tytule można domyślić się tematu dyskusji. Wieczorem, po obchodach miał miejsce program telewizyjny pt. "Tak czy Nie". Gośćmi byli Krzystof Bosak (RN) i Piotr Szumlewicz (Lewica24.pl). Od razu wiemy, że to dwa różne poglądy. Całe spotkanie, dyskusja, sprowadziła się do ofensywy lewaka(tak będę nazywał pana Piotra) na Powstańców, elity AK i rządu londyńskiego. Pan Bosak umiejętnie odbijał argumenty, nie pozwolił się ściągnąć na drogę polityczną, lecz chciał rozmawiać o samym upamiętnieniu. Jak wiemy, w internecie to widać najbardziej coraz mocniej przeciwnicy Powstania sprzed 70 lat, akcentują swoje zdanie. Uważają, że nikt nie chciał brać udziału w Powstaniu, 5% ludności Warszawy wzięło w nim udział, a zginęło 30% (200 tys.). Zrujnowanie miasta w 80% było ich winą. Uważają, że unieśli się niepotrzebnie honorem, nie czekając na Armię Czerwoną. Z drugiej jednak strony, zwolennicy zrywu, przypominają, że Ci ludzie mieli swoją dumę, wiedzieli, że i tak mogą umrzeć, w walce upatrywali nadzieję, przekazywali wiarę i heroiczną chęć wolności. Jednak co ja sądzę o największym zrywie patriotycznym w dziejach świata i historii Polski? 
  Mam poglądy narodowe. Najpierw chciałbym naświetlić sytuację Warszawy w tamtych czasach. Kilka dni przed Powstaniem, które było planowane razem z operacją "Burza" już od 1939r. wiadome było, że Niemcy przegrywają. Cofający się Wehrmaht wydał 23 lipca oświadczenie o obronie Warszawy przeciwko Armii Czerwonej. W założeniach Generalnej Guberni było to, iż na roboty przy fortyfikacjach przy Wiśle, stawi się 100 tys. mężczyzn, Polaków. Tyle liczyła AK, i nawet nie pomyśleli, że mogliby się tam zjawić. Pojawiło się kilkadziesiąt osób. Było to pierwsze nie wykonanie masowego rozkazu w dziejach II wojny światowej, które zlecili Hitlerowcy. Karą miała być kara śmierci, dla ludności Warszawy. AK, uzyskała zgodę na rozpoczęcie Powstania. Rozeszły się meldunki o mobilizacji. Wszystkie ugrupowania, narodowe, prawicowe, lewicowe i liberalne zaczęły łączyć swoje konspiracje, aby walczyć razem jako Polacy. Jednak, doszły elitę AK przesłanki o tym, że armia sowiecka, przybiła szybciej niż się spodziewano. A w założeniu "Burzy" było przywitanie sowietów w roli gospodarza, jako Polska. Do tego, 31 lipca, doszedł tajny meldunek do gen. Bora-Komorowskiego o tym, że na 3 sierpnia, Niemcy szykują masowe łapanki, wywózki i egzekucje ludności Warszawy, przede wszystkim AK-owców. Stanęli na rozstaju dróg, w ślepej uliczce gdzie każda decyzja była tą złą. Zewsząd rozchodziły się głosy, że sowieci uwolnią Warszawę do 5 sierpnia, Niemcy wtedy nie wykonaliby wyroku a broniliby stolicy Polski. Argument mocny, bo wiadome było, że czeka ich wtedy okupacja ZSRR i to na tą drugą gehennę trzeba przyszykować zryw narodowy. Czasu było mało, a kontrargument, przewidywał, że jeśli AK poczeka, wtedy Niemcy zmuszeni do obrony ważnego punktu strategicznego, walczyliby do ostatniego żołnierza i bardzo prawdopodobnym wydawało się to, że stanie się to co z Mińskiem Mazowieckim - zniknie z powierzchni ziemi. Wtedy już, znaleźli się w sytuacji bez wyjścia, byli pod ścianą, bo każda decyzja mogła okazać się tą błędną. Walczyć chciało wielu, a kolejnym problemem był brak amunicji. Dlatego tylko 35 tys. żołnierzy zaprzysiężonych ruszyło do walki, 1 sierpnia rano została wydana decyzja o rozpoczęciu Powstania. Kolejne 70 tys. służyło jako łącznicy, listonosze, sanitariusze, sanitariuszki, strażacy.. I teraz zapytacie.. Przecież mogli poczekać, sowieci, szybko by się z nimi uporali, bez takich strat w ludziach.. Po co?
  Już wam mówię. Wiecie co nieco o żołnierzach wyklętych? Głownie to AK-owcy, uciekający po wojnie przed Rosjanami. I wy myślicie, że miasto by nie poległo? Rosjanin miał rozkaz, nie patrzył. Zrównaliby Niemców i Warszawę z ziemią, dla uczczenia swojego sukcesu. Potem by przyszła kolej na AK, założę się, że egzekucje by były natychmiastowe, nim ktokolwiek zdążyłby pomyśleć o tym, by rozpocząć powstanie przeciwko ZSRR. To byli nasi wrogowie i proszę to zrozumieć. Zarzucali AK-owcom brak zaangażowania w walki. Uważali ich za zdrajców Polski. Pomoc dla nas była od nich pewna jak to, że kiedyś polecę na księżyc. Jednak elita AK, myślała, że zryw, to kwestia tygodnia, tak aby szybko ulokować tu rząd londyński i WP, które szło od południa, tak aby uniemożliwić Rosjanom, samotne wyzwalanie ziem polskich i późniejsza okupację. Jednak ten plan się nie powiódł, wróg był za silny. Przegrali. Tak przegrali, myślę, że każdy z nich przyjął tą porażkę. Ale dla mnie walczący jest zwycięzcą. Wiedzieli, że za konspirację, mogą umrzeć albo dzięki Rosjanom, albo w walce, przeciwko nazistom. Wybrali to drugie. Umierali z poczuciem wolności. Nie mieli nic do stracenia. Odbijając część Warszawy, mogli umrzeć godnie, w wolnym państwie, w walce dla ojczyzny. Wybrali tą honorową śmierć. Pan Szumlewicz, zarzucił to, że 5% warszawiaków, pogrążyło resztę. Zginęło 200 tys. osób, przez butę Bora-Komorowskiego i  Montera, przywódców Powstania. To także jest nieprawda. To, że to 650tys. ludzi, nie walczyło z bronią w ręku nic nie znaczy. Cywile wznosili barykady, gasili budynki. Wszystko to robili z własnej nieprzymuszonej woli. Świadkowie, cywile tamtych wydarzeń mówią, że czuli to jako obowiązek, jeśli nie mogli walczyć. Walczyła cała Warszawa, nie tylko żołnierze. Widać, że ten lewicowy pogląd, nie sprawdza się u redaktora, który rozmów z powstańcami, wywiadów, czy książek przeczytał 0. Jest to haniebne zachowanie człowieka, który próbuje wmówić Polakom, to, że oni nie byli bohaterami, nie należy upamiętnić ich honoru hucznie, a, że to Rosjanie byli wyzwoleńcami. Nie,  tak nie było. W szkole o tym nie uczą. "Nawet kiedy powstanie wygasało, cywile nie mówili do nas: Wyście nas zgubili!. Walczyli z nami" - Tadeusz Żenczykowski, szef propagandy Powstania Warszawskiego. I na koniec. Jeśli już stawiamy na szalę to czy ten zryw był tego warty, to powiem tak. Nawet jeśli zginęło tylu ludzi, a Warszawa została zniszczona to powinniśmy im wybaczyć. Ja nie tylko wybaczam, ale też dziękuję, za przykład dla przyszłych pokoleń, dla nas. Musimy doceniać wolność, życie i ich, bo chcieli tylko żyć tak jak my dzisiaj. A nie mogli. 
"Tacy ludzie jak my, pragnący żyć. Ciepłe sierpniowe popołudnie, siedemnasta minut pięć, swe żniwo bez litości zbiera śmierć. Tak po prostu"

czwartek, 31 lipca 2014

1 sierpnia 2014r. - dzień promocji?

  Zapewne już po tytule mogliście się domyślić, do czego będę zmierzał. Zbliża się rocznica najważniejszego powstania zbrojnego i patriotycznego w dziejach Polski. Powstanie warszawskie. Czczone corocznie, coraz lepiej, chlubniej i bardziej. W tamtym roku zapowiedzi na okrągłą rocznicę, która już jutro były ogromne. Rok 2014 zaczął się od tych przygotowań. Abyśmy mogli zobaczyć i dowiedzieć się jak najwięcej na temat powstańców i samej warszawy w tamtych czasach oraz sytuacji Polski zostały wyprodukowane dwa filmy reżysera Komasy. Pierwszy z nich ukazał się 9 maja. Film "Powstanie Warszawskie" jest pierwszym w historii kina dramatem wojennym non-fiction. Filmy realizatorów kronik powstańczych ujrzały światło dzienne w wersji nowoczesnej, kolorowej. Sam, ciekawy, udałem się na premierę filmu a moje wrażenia możecie przeczytać tutaj ---> [KLIK] . Drugi film fabularny tego reżysera ukaże się 19 września i już teraz nosi tytuł "Miasto '44". Jest jeszcze jeden film. Twórcy słynnego wojennego serialu z TVP2 "Czas honoru" zrobili także wersję powstańczą. Oczywiście serial będzie dalej fabularny, ale bohaterzy Ci sami, co towarzyszyli nam przez te wszystkie serie. Jutro odcinek specjalny, a od września cała reszta. Warto czekać. Na każdy z nich. 
  Trochę się rozpisałem jak na wstęp, ale do czego piję. Otóż samo przypominanie o tym jak ważne było powstanie i jak trzeba o nim pamiętać jest piękne. Przeróżne akcje społeczne, filmy, seriale, muzea, wystawy, wycieczki i gazety ze specjalnymi artykułami są nieuniknione. Jeśli od dawna wśród Polaków trwa spór o to czy powstanie było słuszne czy nie, 1 sierpnia się zapomina o tych kłótniach, czcimy poległych bohaterów. Jednak niektórzy wykorzystują to, co mi się bardzo nie podoba. Jest tak już ze świętem 11 listopada, a teraz dzieje się to z tym. Istnieje coraz więcej stron kopiujących nawzajem treści, dla popularności. Tydzień przed rocznicą powstają fanpage i zdobywają popularność. Inicjatywa dobra, ale tylko w 10% przypadków.  Reszta już drugiego sierpnia zawiesza działalność. Jakby czar prysł. Sprzedają powstanie i idą dalej, nazwa fanpage jest zmieniona, a wielu użytkowników, nawet nie pamięta, kiedy go zalajkowało. To samo z blogami. Boje się, że jutro wszyscy nagle w przypływie "patriotyzmu" rozpiszą się na ten temat. Ale nie wniosą nic ciekawego. Większość to może być treść karkołomna, zawarta w trzech zdaniach. Kto, kiedy i gdzie. I znowu stanie się to co dzieje się z innymi ważnymi rzeczami. Wartość wsiąknie pod ilością. Same pismaki przebijają się w przeróżnych okładkach.. Jednak nie każde ma dużo do powiedzenia. Dodatki dodawane na siłę, redaktorzy nie wnoszą innowacji, piszą to samo co roku, żadnych anegdot.. Jedyne pismo (tygodnik) jaki wpadł mi w oko, i który także zamieszcza treść o powstaniu to gazeta "W sieci - największy konserwatywny tygodnik w Polsce". Nie będę mówił co się tam znajduje, sami zobaczcie :) Warto przeczytać. 
  Jak już wspomniałem "sprzedaż powstania" zaczyna się rozwijać, mam dla was parę fanpage'y, portali czy też miejsc, w których powinniście się znaleźć, jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej i przeżyć więcej, niż "Powstanie wybuchło 70 lat temu i ta wzniosła chwila powinna się sprzedać". 
  •  Sierpniowe niebo.63 dni chwały. Zarówno film jak i fanpage godny polecenia. Działa od roku, zamieszcza anegdoty o powstaniu, mądre cytaty a także coś innowacyjnego.. Tatuaże fanów filmu. Oczywiście o tematyce Powstania Warszawskiego.
  •  Red is bad - jest to firma produkująca.. odzież. Patriotyczne koszulki, bluzy itd.. tam znajdziecie. 
  •  W sieci - wspomniany przeze mnie wcześniej tygodnik, dogłębnie opisujący powstanie a jako dodatek wywiad z legendarnym powstańcem i ... Sami sprawdźcie :)
  •  Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie - pierwsze muzeum w Polsce o tym wydarzeniu - zrealizowane dzięki śp. Lechowi Kaczyńskiemu. Jeśli nie możesz jechać do Warszawy - wejdź na stronę internetową. Prawie jak w muzeum.

  To najlepsze jak dla mnie źródła informacji i rzeczy związanych z Powstaniem. Ale dla tych ludzi, którzy tam walczyli nie jest najważniejsze kupienie przez was koszulki, stworzenie fanpage, napisanie o tym na blogu.. Ważne jest byście pamiętali. Część jest zabiegana. Ale zwracam się z tą prośbą. Jutro już ten dzień. Jak co roku. Tak samo ważny. Znajdźcie chociaż tą minutę. O 17. Wspomnijcie ich, uświadomcie sobie, że ich bohaterstwo jest wspaniałe. Pomyślcie, że zginęli, bo chcieli, by wam żyło się lepiej. Nie udało się im wygrać, ale mieli nadzieję i wiarę, z nią walczyli. A walczyli dla Polski. Dla rodaków. Dla jutra. To, że przegrali, bo taka jest prawda, nie umniejsza ich bohaterstwa i honoru jaki mieli. Z tym przemyśleniem was zostawiam. Pamiętajmy. Ale nie róbmy z tego karty przetargowej.

niedziela, 27 lipca 2014

Olej nudę! - to zabawne!

  Siemanko! Zapewne wiele osób ma wakacje jak i ja. Jeszcze nie wyjeżdżacie, albo całe wolne dni siedzicie w mieście i nie wiecie co zrobić ze swoim życiem.. Chcesz się dowiedzieć i poznać parę sposobów? Czytaj dalej a na końcu już będziesz miał pomysł :)

DOBRA KSIĄŻKA
  W gorące dni, kiedy jest skwar, na pewno nie chce wam się czytać książki. Ale czasami pada, jak ostatnio u mnie i wtedy, nigdzie nie wychodziłem. Chwyciłem książkę, zeszło mi trochę czasu tej brzydkiej pogody, zrelaksowałem się, zapewniłem sobie rozrywkę.. Moim zdaniem to najłatwiejszy sposób na zabicie czasu :) Polecam najbardziej.

PLAY WITH YOUR FAMILY
  Ile razy to się jechało nad wodę, albo było na działce i nie było co robić. Zawsze gra planszowa była super. Z rodzinką, po obiedzie, w chińczyka, eurobiznes czy ryzyko lubiłem pograć. Dla młodszych i starszych, wiek tu nie gra roli. Zabawa, śmiech i zabicie nudy gwarantowane.
WYCIECZKA ROWEROWA
  Nie znam osoby, która nie lubi jeździć na rowerze. Często za miastem, jest jakaś rzeczka, jeziorko lub stawik, więc zbierz ekipę znajomych, wyczyśćcie rowery i naprzód! Może trochę poprawicie kondycję? Tylko z tą wodą to lepiej bezpiecznie.
GOTOWANIE
  Może to trochę zabawa dla młodszych, ale jak byłem mniejszy, to w wakacje często gotowałem. Mama mnie uczyła tego i owego :D Przydatne, a zabawy też full, bo często się myliłem i potem było niedobre. Śmiałem się, że wszyscy to muszą jeść, głodni chodzić nie będą. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Niech zwykłe rzeczy też kojarzą się z czymś dobrym.

ZRÓB TO SAM
  To już trochę dla chłopaków, ale bawienie się w małego majsterkowicza nikomu jeszcze chyba nie zaszkodziło(no, może parę palców komuś ubyło). Masz działkę? Zrób na zimę karmnik. Jesteś w domu? Napraw coś. A może jesteś kreatywny? Stwórz coś innowacyjnego. To już twoja działka :)
ZWIERZĘTA

  Zwierzęta, zwierzęta, zwierzęta. Najlepsi przyjaciele człowieka. Masz swoje zwierzę? Pobaw się z nim, pobiegaj, naucz go czegoś. Pupil szczęśliwy, a ty się nie nudzisz. Warto. Nic lepiej nie pomaga jak spędzony czas z twoim zwierzakiem.

SPORT   



  Chcesz podreperować kondycję? Lubisz wyzwania? Zmęczenie, to dla ciebie radość? Sport jest dla ciebie. Biegaj rano, wyjdź pograć z kolegami. Chodź na turnieje, w wakacje miasta takowe organizują. Coraz więcej orlików - wykorzystaj to. Just do it.

OGNISKO


  Macie bezpieczne, legalne, i wolne miejsce? Zbierz kumpli i przyjaciółki i zorganizuj ognisko. Propozycja dla starszych, chociaż czasem i tacy podpalają las, zamiast robić ognisko. Ale w granicach rozsądku - kiełbaski, dym, ciepło i gwiazdy. Awesome! Polecam.

POUCZ SIĘ 
  Nie wychodź! Nie mam na myśli tego co Ty. Poucz się, ale tego co Cię naprawdę interesuje. Lubisz mechanikę? Stwórz coś fajnego. Jara Cię informatyka? Stwórz grę, złóż komputer.. Zrób to co cię cieszy, przy okazji czegoś się nauczysz..
 ------------------------------------------------------------------------------------------------
  Na koniec? Na pewno nie podałem wszystkich sposobów. Imprezy, gry komputerowe, Facebook, TV.. To też sposoby, ale bezwartościowe, nic do twojego życia nie wniosą.. Nawet rozrywki, bo w końcu i to Ci się znudzi.
  Nie przekonałem Cię? Żaden sposób do Ciebie nie trafia? Głównym przesłaniem nie było pokazanie Ci co można robić. Chciałem wam podpowiedzieć, że na nudę jest masa sposobów. Wystarczy trochę wyobraźni, kreatywności i organizacji, a wakacje wspomnisz lepiej niż poprzednie. Po prostu to zrób.  



Podobało się? Zarzuć obserwacją, lajkiem, jeśli czekasz na więcej, albo skomentuj, jeśli chcesz o tym pogadać :) 

A może się nie podobało? Wyraź swoje zdanie na dole strony, oddają głos w ankiecie :) Pozdrawiam was! 




sobota, 26 lipca 2014

Lepiej być molem książkowym!

  Zacznę tym mocnym akcentem. 60% - wyobrażacie sobie? Kraj chyba dąży do analfabetyzmu z dwudziestolecia międzywojennego. Wiem, że dzisiaj są lepsze według wielu rozwiązania. Audiobooki, filmy, rozwinięte kino.. Ale książka. Wolę przeczytać niż obejrzeć, czy wysłuchać.  Sam czytam dużo, czerpię masę korzyści a do tego przyjemności. W dzisiejszych czasach, trudno połączyć obie te rzeczy, a gdy złapiesz tą oprawione stronice, pachnącą nowością, bądź doświadczeniem okładkę i otworzysz, zastanowisz się nad słowami, WCZUJESZ SIĘ W TO CO PIĘKNE... Odlatujesz. Jesteś w innym świecie, żyjesz z bohaterami. Boisz się, płaczesz, cieszysz się, myślisz... Po 15 minutach, zapominasz, że telewizja włączona. Nie dosyć, że rozwijasz się, to dwa życia prowadzone bezkarnie.. AWESOME!
 Teraz o korzyściach. Co z tego macie oprócz lepszej czy gorszej rozrywki? 
  •  Rozwijacie wyobraźnie - często trzeba myśleć, by dowiedzieć się o co chodziło autorowi, ale także musicie wyobrazić sobie każdą sytuację opisaną w książce.
  • Zdobywacie wiedzę - autorzy coraz częściej wykorzystują historię, może się czegoś dowiecie. 
  • Zapamiętujecie słowa - nie w dosłownym sensie oczywiście. Czytając kilkanaście razy jakieś słowo, oczywiście nieumyślnie, twój mózg zapamiętuje jego pisownię - u mnie ortografia poprawiła się bardzo.
  •  Dwa życia - kto was będzie winił za wynik końcowy w książce? Nikt. Na pewno rodzice się ucieszą, z twojego podwójnego życia i będą Ci kibicować.

CZEMU NIE CZYTAMY?
  Wiele osób z tych 40% pewnie się zastanowi czemu nie czytamy. Moim zdaniem powód jest jeden i wystarczający. Edukacja. Książka w dzisiejszych czasach kojarzy się z męką, lekcjami, pracą domową.. Gdyby nauczyciele bardziej atrakcyjnie prowadzili lekcje i pokazali, że szkoła nie jest taka zła, książka też taka by się stała. Traktowano by ją jako dodatek do zajęć. Tak jak dla mnie stała się kawa do lektury :) Oczywiście, nie da się na razie przekazać dużej części wiedzy na lekcji i trzeba zadać tą pracę domową i kazać otworzyć książkę, ale trzeba to uatrakcyjnić. Bibliotekarze chcą pomóc i robią dużo - edukacja trochę to psuje. 
Pisałem, że jest jeden powód. Ale ktoś zaraz zauważy, że to wcale może nie wina edukatorów, tylko TV, radia, komputera i internetu. Tak, ale tego już nie wyprzesz. Karać za oglądanie czy słuchanie nie można - wtedy już na pewno nikt książki nie weźmie do ręki. Skojarzy mu się gorzej niż kiedykolwiek.
 CO RADZĘ?
  Radzę czytać. Czytać, czytać, czytać. Wiedza, wyobraźnia, rozrywka.. To coś co trzeba sobie wypracować, stworzyć. Nie ma tego za darmo. Nie nudzi Ci się ciągłe siedzenie na Facebooku i przeglądanie tej samej tablicy 100 raz? Zapewniam, że przeczytasz jedną, dobrą książkę i  zmienisz zdanie. Będzie to dla ciebie relaks, nie męczarnia. Nie zmieniaj systemu, zacznij od siebie. Potem zaraź innych :) Pozytywnie oczywiście.

  A na koniec polecę wam kilka dobrych książek, fantasy, fabularnych, przygodowych i nie tylko. Przekona Cię słowem, a Ty będziesz usatysfakcjonowany!
  1. Harry Potter - wiem, był film, ale z niego się dużo nie dowiesz.
  2. Zwiadowcy - młody sierota Will, bez przyszłości, nagle odnajduje się w fachu zwiadowcy i szybko zyskuje życiowe przygody i autorytet w królestwie.
  3. Chce się żyć - opisuje życie Mateusza, który choruje od urodzenia na porażenie mózgowe - przez 27 lat każdy uważa, że jest rośliną, a tak naprawdę rozwijał się normalnie.
  4. Kot Bob i ja - historia narkomana, który w kocie znalazł przyjaciela w biedzie. Razem przeżyli więcej niż nie jedno małżeństwo, a byli tylko przyjaciółmi.
  5. Klasa Pani Czajki - życie gimnazjalistów. Problemy, miłostki. Realne życie, podobne do nastolatków, a wciąga.
P.S. Nie wiem co się stało, z kolorem czcionki, u mnie cała treść ma jeden kolor.
 
Podobało się? Zarzuć obserwacją, lajkiem, jeśli czekasz na więcej, albo skomentuj, jeśli chcesz o tym pogadać :) 
A może się nie podobało? Wyraź swoje zdanie na dole strony, oddają głos w ankiecie :) Pozdrawiam was! 

piątek, 25 lipca 2014

15 wątków, które nie powinny się znaleźć w blogosferze.

  Przedstawię wam dzisiaj 30 wątków, które nie powinny się moim zdaniem znaleźć w blogosferze. Zapraszam do dyskusji. Może czegoś nie dopiszę? Albo napiszę za dużo?  Trochę też poradzę, co z tym zrobić :)

1. Szablonowy wygląd.

Uważajcie na szablonowy wygląd, który proponuje blogspot czy wordpress. Czytelnicy cenią sobie nowe rzeczy, których jeszcze nie widzieli. Miałem wygląd proponowany przez serwer i dobrze na tym nie wyszedłem. Dzisiaj liczy się oryginalność, nie uniwersalność  :)

2. Brak własnego zdania.

Piszemy post na dany temat. Ktoś tam wchodzi, jeśli zauważy coś pomiędzy tym spamem i czyta, ale nie do końca się z tobą zgadza. Argumentuje Ci to, jednak nie podejmujesz dyskusji. Moim zdaniem? Ten ktoś tu już nie wróci. Jeśli piszesz - licz się z krytyką i broń umiejętnie swoich teorii.

3. Lucy

Tak. Jest to ta sławna 'blogerka' mająca kilka tysięcy obserwacji i tyle samo wejść pod postem o tym jak to jej remont w pokoju robią. Jest to błąd blogosfery - bo kto ją obserwuje? Ludzie. Jej życie jest opatentowane na lansie i żadnej innowacji? Sorry, nie jara mnie to. Gdyby blogspot był automatem, powinien ja odrzucić. 

4. KOM=KOM, OBS=OBS

Pisałem już o tym cały post. Nie rozwinę swojej wypowiedzi więcej niż na dwa zdania. Jest to porażka, że ktoś na to pozwala i rozwija ten rynek. Zdecydowany błąd, eliminujący wartości, który ciężko będzie naprawić.

5. Zdjęcia twoich znajomych, rodziny

Moim zdaniem to zbyt ryzykowane. Oczywiście jeśli czy przyjaciółka się zgodzi. OK. Ale uważaj. Byłem niejakim świadkiem, gdzie ktoś zdjęcia wykorzystał. Tym zdjęciom towarzyszyła także głęboka, prywatna refleksje - wykorzystał to podwójnie.

6. Twoja sytuacja życiowa.

Refleksje i przemyślenia owszem, ale nigdy nic na temat, co złego w domu(choć nikomu nie życzę). Odradzam pisanie o pierwszym razie(wiadomo o co chodzi) i o tym, że chłopak nas rzucił. Ludzie, załatwmy to sami, rozkoszujmy się sami - niektóre rzeczy nie powinny opuścić kręgu upoważnionych do tego osób.

7. Nieznajomość ortografii.

Nie każdy musi ją umieć na szkolną szóstkę, ale wypada wiedzieć jak stawiać przecinki i pisać słowa często używane. Gdy czytam i widzę oczywisty błąd - razi to w oczy i nie skupiam się na treści. Blogspot pomaga, oznacza źle napisane słowa - wtedy sprawdź w słowniku. Mało czasu a na drugi raz zapamiętasz.

8. Bałagan.

Niech wszystkie wątki, posty, etykiety będą uporządkowane, tak aby czytelnik wchodząc, mógł znaleźć co chce. Często jednak widzę odwrotny czynnik. Wszystko na kupie, co odbiera chęci do lektury.

9. Zła czcionka.

To też swojego rodzaju bałagan. Zielona czcionka na różowym tle? Nie do przeczytania. Zbyt mała? Także. I oczywiście czcionka nie może być zbyt "ładna" z zawijasami - ludzie wolą tradycyjnie. Aczkolwiek najlepiej, aby pasowała do klimatu bloga.

10. Brak pasji.

Brak pasji = zła treść. Niewygodna, możliwe, że po paru dniach przestaniesz pisać. Przemyśl o czym chcesz bloga, ułóż parę postów na start i ruszaj!

11. Pisanie o nudach, identycznych dniach w szkole.

Teraz już nie te czasy - nikogo nie interesuje jak to ci źle, bo nie masz pomysłu na nudę. Raczej pisz o tym jak ją pokonać! To jest lepszy pomysł. Dni w szkole, które wyglądają już mechanicznie: wstałam, byłam, śmiałam się, popłakałam i wyszłam, są także nie za dobre.

12. Dwunastolatki.

Nadal uważam, że to jeszcze nie czas dla tak młodych ludzi. 15 lat i już możesz się normalnie wysłowić, ale 10,11,12.. To nie to. Piszą o punkcie 11, 10 i popełniają błąd z punktu siódmego. Ja sam zanim zacząłem pisać na blogu, zastanawiałem się nad tym co chcę przekazywać i czy mam do tego odpowiednie słowa. Odradzam nadal. To tak jakbym  w tym wieku poszedł do pracy, nie do szkoły.

13. Nie pisz zawsze o tym jak Ci źle.

Nie pisz zawsze o tym jak Ci źle - ktoś wchodzi na bloga by czegoś się dowiedzieć, wymienić opinią, albo przeczytać coś miłego (czyt. zrelaksować). Nie satysfakcjonują go twoje żale.

14. Przeklinanie.

Często spotykam się właśnie z tym problemem. Słowa na k,h i p są codziennością nawet w blogosferze, gdzie zaczynając myślałem, że to część internetu wolna od bluzgów. Przeliczyłem się. I zawiodłem przy okazji.

15. Kopiowane publikacje.

Jeśli wspieramy się czyimś zdaniem, bądź inspirujemy czyimś wpisem - nie polega to na kopiuj wklej i poprawieniu błędów. Jest to plagiat. A takie przypadki zdarzają się coraz częściej.
-------------------------------------------------------------------------
  Czy coś jeszcze pominąłem? Piszcie w komentarzach, nawet jeśli się nie zgadzacie z tym co piszę - to ważne :) 


Podobało się? Zarzuć obserwacją, lajkiem, jeśli czekasz na więcej, albo skomentuj, jeśli chcesz o tym pogadać :) 


A może się nie podobało? Wyraź swoje zdanie na dole strony, oddają głos w ankiecie :) Pozdrawiam was!